
Błyskotliwe, pełne humoru i zaskakująco trafnych spostrzeżeń spojrzenie na koszmar wiecznej młodości. W 2019 roku ludzkość odkrywa lek na nieśmiertelność. Nieśmiertelność? No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby. Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad.
Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci - to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo. 
W 2019 roku ludzkość odkrywa lek, który czyni ich nieśmiertelnymi.
No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby.
Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad. Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci – to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.
Drew Magary jest wyśmienitym pisarzem. To jego pierwsza powieść, ale autor opowiada tę historię z niezwykłą maestrią.
BoingBoing
Nieśmiertelność była wcześniej opisywana w wielu powieściach, nigdy jednak w taki sposób.
Fantasy & Science Fiction
Wizja przyszłości i rozwoju nauki zawarta w powieści Magary’ego jest niezwykle realistyczna.
The New York Press
Fantastyka naukowa najlepszej próby, opisująca realistyczną wizję przyszłości i jednocześnie zgłębiająca ludzką naturę.
Blogcritics
Jeżeli planujecie przeczytać tylko jedną książkę w tym roku, radzę, aby to była „Nieśmiertelność...”. Gorąco polecam.
Graeme’s Fantasy Book Review
Drew Magary - amerykański pisarz, bloger sportowy i dziennikarz, publikował na łamach między innymi "Maxima", "GQ", "Playboya", "New York Magazine", "Rolling Stone'a" i "Penthouse'a", współpracował z Comedy Central i ESPN. Jego pierwsza książka, "Men with Balls", ukazała się w 2008 roku, trzy lata później wydał debiutancką powieść - "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich".
Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci - to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.
Fragment:
To hasło można przeczytać na murach wzdłuż całej Pierwszej Alei. Jeśli byliście ostatnio w centrum, musieliście je widzieć. Proste czarno-białe plakaty. Niczym niewyróżniający się druk. Żadnego wymyślnego kroju czcionki, brak wyrafinowanego tła. Nie podano nawet adresu strony internetowej. Widnieje na nich jedynie to zdanie, powtarzane raz po raz, z góry na dół. Kiedy obok nich przechodziłem, były bardzo czyste, zupełnie jakby rozwieszono je zeszłej nocy. Zbliżając się do przecznicy, zauważyłem jednak, że jeden plakat został już pomazany. Drugi od dołu. Ktoś tanim niebieskim długopisem dopisał inne zdanie. Krótkie, lecz dobitne: ALE NIE MNIE.
Lekarz, z którym byłem umówiony, ma mieszkanie w pobliżu St. Bridge 59. Adres dostałem od zaprzyjaźnionego bankiera. Powiedział mi, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent jego znajomych z branży rzuciło się na lekarstwo, gdy tylko pojawiło się na czarnym rynku. Jeżeli więc znacie jakiegoś finansistę, nie będziecie mieć problemu z uzyskaniem nazwiska specjalisty, który zaaplikuje wam kurację. Nawet teraz, po aresztowaniach i po tym, co wydarzyło się w Oregonie. Prawdę powiedziawszy, łatwiej o ten specyfik niż o gram trawki. Tak przynajmniej wyglądało to w moim przypadku. Wystarczył mi adres i zapisany na skrawku papieru numer telefonu. To wszystko.
Byłoby lepiej, gdybym musiał się bardziej wysilić, na przykład przemierzyć ocean i wybić hordę krwiożerczych łowców głów, rozwiązać kilka hermetycznych zagadek, zadanych mi przez złego strzegącego mostu trolla lub choćby pokonać w pojedynku karate jakiegoś wielkiego faceta. Coś w tym stylu. Nie musiałem jednak robić prawie nic i wcale nie czułem z tego powodu wyrzutów sumienia. Nadal nie czuję. W chwili, kiedy dotarło do mnie, że naprawdę mogę zdobyć lekarstwo, natychmiast go zapragnąłem. Zapałałem żądzą tak czystą, jakiej nie czułem nigdy przedtem. Większą niż żywiłem wobec jakiejkolwiek kobiety. Chciałem go bardziej niż wody w chwilach pragnienia. Zazwyczaj wszystkie moje decyzje są zmuszone brnąć przez niekończącą się ścieżkę biurokracji sumienia. Ta jedna nie. Ów impuls zdołał ominąć wszelkie tego rodzaju nonsensy, przemknął przez gęstwinę wahania i ukazał się mnie tak samo nieskalany jak wówczas, gdy narodził się w głębi mojego umysłu. To była potrzeba. Głód. Gwałtowny przymus, odporny na logikę i rozsądek. Przemożna chęć, by nigdy nie poddać się śmierci, opierała się dowolnie mocnym argumentom.
[...]
2
„TYLKO ŚMIERĆ TRZYMA NAS W RYZACH”
Wiem, że to zwykły zbieg okoliczności, a jednak poczułem się niekomfortowo. Papież oficjalnie pogroził wszystkim nieśmiertelnym akurat w połowie mojego obowiązkowego czasu na namysł. Ten artykuł pojawił się w sieci dziesięć minut temu:
Watykan grozi ekskomuniką osobom poszukującym lekarstwa
Wyatt Dearborn
Budapeszt (AP) – Papież wyraził dziś najostrzejsze dotychczas potępienie lekarstwa na śmierć, oficjalnie wprowadzając korzystanie z niego na listę grzechów i ogłaszając, iż osoby, które zdecydowały się na kurację – w tym duchowni – zostaną na trwałe usunięte z Kościoła katolickiego.
Papież pielgrzymujący po Europie Wschodniej z rozmysłem wybrał na miejsce ogłoszenia edyktu właśnie Budapeszt. Węgry są – obok Rosji, Brazylii i Holandii – jednym z czterech krajów rozwiniętych, które oficjalnie zalegalizowały lekarstwo.
„Ten specyfik stanowi obrazę Pana i Jego dzieła – oświadczył liczącemu blisko siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi tłumowi wiernych zebranych na Stadionie Ferenca Puskasa. – Co więcej, godzi również w naszych bliźnich. Czy będziemy w stanie czuć się odpowiedzialni jeden za drugiego, wiedząc, że stawienie się przed Sądem Bożym można odsunąć w nieskończoność? To śmierć sprawia, iż korzymy się przed Najwyższym – świadomość, że nasze życie dobiegnie końca i że będziemy musieli zdać rachunek z własnych uczynków. Jeżeli nie odpowiemy za nie przed Panem, to przed kim? Tylko śmierć trzyma nas
w ryzach”.
Następnie papież przestrzegł:
„Boskiego osądu nie da się uniknąć. Nawet jeśli przeżyjemy kolejne sto tysięcy lat. Także nasza planeta i ogrzewające ją słońce są rzeczami przemijającymi. Na tym świecie nie ma wieczności, a wiara w nią stanowi bluźnierstwo. Dlatego też od dnia dzisiejszego począwszy, Watykan oficjalnie uznaje korzystanie z lekarstwa za grzech i nakłada na wszystkie takie osoby nieodwołalną ekskomunikę”.
Zgromadzeni wierni powitali słowa głowy Kościoła pełnym czci milczeniem. Przed stadionem jednak zebrały się tysiące demonstrantów, niemal wyłącznie ludzi młodych.
„Papież wcale nie potępił nas – powiedziała Sasza Delvic, dwudziestotrzyletnia studentka. – Potępił jedynie własny Kościół, skazując go na istnienie w mroku ignorancji. Jak może oczekiwać, że katolicy pogodzą się po prostu ze śmiercią, podczas gdy wszyscy inni
dokoła pozostaną zdrowi i szczęśliwi? To szaleństwo. Miliony ludzi odwrócą się od religii”.
„Ludzie nie powinni go słuchać – dodała Delvic. – To po prostu głupi starzec”.
Podejrzewa się, iż wybór Budapesztu na miejsce ogłoszenia tej decyzji stanowi próbę nacisku na węgierski rząd, by wprowadził antylekowe ustawodawstwo. Do tej pory jednak, w tym kraju o jednej z najmłodszych populacji na świecie, niewielu polityków wypowiada się o podobnym pomyśle przychylnie.
W dzieciństwie uważałem religię za rodzaj ubezpieczenia na wypadek śmierci. Tak ją przedstawiali telewizyjni kaznodzieje. Lepiej wierzyć w Boga, niż nie wierzyć, ostrzegali, tak na wszelki wypadek. Istnieje przecież możliwość, że staniemy u wrót Raju jako niewierzący i uświadomimy sobie, iż to chrześcijanie mieli przez cały czas rację. Była to bardzo pomysłowa argumentacja. Sprawiła, że niemal zacząłem chodzić do kościoła. Nigdy co prawda nie poszedłem, ale jednak.
Zastanawiam się, czy teraz można uznać lekarstwo za ubezpieczenie na wypadek religii. Co jeśli papież się myli? Gdybym zrezygnował z kuracji i umarł w wieku siedemdziesięciu lat, by zadowolić nieistniejącego Boga, poczułbym się jak skończony frajer. Nie lepiej przeżyć jeszcze kilka tysięcy lat, tak na wszelki wypadek?
Zapewne w końcu się tego dowiem. W jakimś bardzo, bardzo odległym końcu. Do przyjęcia lekarstwa zostało mi jeszcze dwanaście dni.
Data modyfikacji:
6/08/2019, 19.05

Pomysły są ciekawe, ale temat nieustających konfliktów między Elemakitami a Nafaritami zmęczył mnie już w tomie drugim; nie żeby te socjologiczno-psychologiczne rozgrywki bawiły tak bardzo mnie w tomie pierwszym. W trzecim ten wątek był irytujący, w czwartym wolałabym, żeby ktoś z głównych przeciwników wreszcie umarł i dał czytelnikom spokój.
Więcej...

To taka spokojna, przepiękna powieść obyczajowa, opowiadająca historie, które wydarzają się codziennie, zwyczajnym ludziom. Niejeden, a może raczej niejedna odnajdzie w książce Carr własne życie, kto wie, może czerpiąc pociechę z rozwiązań i decyzji, jakie podejmują bohaterowie.
Więcej...

Na jego drodze staje tysiące wydarzeń, które przyprawiają niejednokrotnie o dreszcze, nawet jeśli śledzimy je z wygodnej i bezpiecznej pozycji własnej kanapy. Dużo tutaj życia wojska, codzienności, małych dramatów żołnierzy. To na ich tle rysuje się wyraźnie historia głównego bohatera, idącego wyboistą drogą do swojego celu.
Więcej...

Książka rozkręca się powoli, ale nabiera tempa, a losy Loup naprawdę wciągają; trudno jej nie kibicować i trudno nie trzymać kciuków za jej przyjaciół. Napisana jest bardzo realistycznie, a elementy fantastyczno-naukowe tak naprawdę pozostają na drugim tle. Autorka właściwie mogłaby opisywać losy jakiegoś nieszczęsnego kraju pod dyktaturą wojskową.
Więcej...

KONKURS!!!
Więcej...

To zdecydowany plus książki, bo nic tak dobrze nie robi poradnikom, jak żywe przykłady, z którymi mogą się identyfikować czytelnicy. Z drugiej strony jednak, całość napisana jest średnio jasnym dla laika językiem. Wlodarek za dużo popada w teorię, w fachowy język.
Więcej...

KONKURS!!!
Więcej...

Nie wiem czy to umiejętność pisania, czy też wykształcenie botaniczne, ale coś pomogło jej w zawarciu na każdej stronie autentycznego zapachu. Każda kartka jest nim autentycznie przepełniona, tak samo zresztą jak kulturą XVIII wieku. Knobloch przenosi nas niemal fizycznie do czasów Fariny, czasów przepełnionych licznymi wydarzeniami historyczno-kulturowymi.
Więcej...

Coben zręcznie lawiruje pomiędzy wątkami, pozostawia cudne niedopowiedzenia. Dodaje kolejne elementy kryminalnej układanki, to największe uderzenie zostawiając sobie na sam koniec. Jest tutaj wszystko co w kryminale być powinno. Jest nieustające napięcie, jest biegnąca wartko akcja, są dobrze zarysowani bohaterowie.
Więcej...

Nareszcie trafił się ktoś, kto mówi o trudach macierzyństwa, o momentach depresji, smutku, zwątpienia. Wolno nam przez chwilę nie znosić swoich dzieci, co wcale nie znaczy, że nie dałybyśmy się za nie pokroić. Wolno! I to wcale nie czyni z nas złych matek. Można czuć się rozdartą, kiedy nie chce się rzucić pracy, a jednocześnie nie chce się zostawić z kimś innym swoich dzieci.
Więcej...

To jeden z tych albumów, do których chce się wracać, niezależnie od tego czy kultura i społeczność żydowska jest bliska naszym zainteresowaniom. I jak to w albumach bywa, znacznie ważniejsze od tekstu są tutaj zdjęcia. Zapierające dech w piersiach, mistrzowskie zdjęcia, opowiadające historię jednej z najbardziej bogatych kulturowo społeczności na świecie.
Więcej...

Zmiana miejsca akcji przynosi książce niespodziewany atut świeżości: pojawiają się nowi bohaterowie, nowe miejsca, dające całości nowe opakowanie, wciąż zachowując to, co z serii najważniejsze. Nie zmienia się to co istotne, bo całość wciąż wypełniona jest bardzo celnymi, dowcipnymi dialogami, celnymi ripostami i bohaterami, których wielbiciele serii zdążyli już pokochać.
Więcej...

KONKURS!!!
Więcej...